POLISH DOCS
english
polski

POLISH DOCS

Szukaj
osoba:

rok prod.:
czas trwania:
producent:

tytuł polski:

tytuł angielski:

Newsletter

wstecz

WYWIAD Z JOANNĄ TUROWICZ I ANNĄ ZAKRZEWSKĄ, AUTORKAMI FILMU "KWIEKULIK"











“Dziś duet KwieKulik uważany jest za jedno z naj­waż­niej­szych zjawisk pol­skiej sztuki awan­gar­dowej w czasach PRL-​u. Chciałyśmy jed­nak pokazać ich sztukę w taki spo­sób, by dostrzec w niej nie tylko dys­kurs artystyczny, ale rów­nież obrazy ich prywat­nej, damsko-​męskiej relacji oraz skom­plikowanych relacji z rzeczywisto­ścią PRL-​u” — mówi jedna z autorek filmu “KwieKulik”, Anna Zakrzewska.


Film „KwieKulik” to nie tylko materiały zarejestrowane kamerami Patryka Jor­danowicza i Kac­pra Lisow­skiego, ale rów­nież wybór zasobów archiwum duetu, które, jak możemy zobaczyć w nie­których kadrach, jest bar­dzo obszerne. Jak długo powstawał film, który według pierw­szej kon­cep­cji dotyczyć miał tylko Zofii Kulik? Dlaczego temat duetu KwieKulik stał się waż­niej­szy?

Anna Zakrzew­ska: Zdjęcia kręciłyśmy na prze­strzeni trzech lat. Począt­kowo, zgod­nie z pierw­szą wer­sją scenariusza, skupiałyśmy się na obser­wacji Zofii. Dopiero po roku, kiedy jesz­cze bez udziału mon­tażysty zrobiłyśmy wstępny wybór scen i pierw­sze układki mon­tażowe, zorien­towałyśmy się, że naj­moc­niej­sze sceny to te, w których dochodzi do spo­tkania Zofii Kulik i jej byłego part­nera artystycz­nego i życiowego, Prze­mysława Kwieka. Pod­jęłyśmy więc decyzję , że zamiast filmu o Zofii będzie to film o ich relacji.

Joanna Turowicz: Ze zdjęciami „wstrzeliłyśmy się” w czas, kiedy Zofia prze­stała tworzyć własną sztukę, choć była u szczytu międzynarodowej kariery, i pod­jęła prace nad ogrom­nym archiwum duetu KwieKulik. W latach 19711987 Zofia i Prze­mysław stanowili nie­roz­łączną parę. Nie roz­stawali się z aparatem fotograficz­nym i kamerą, więc ich zbiory składają się z nie­zliczonych fil­mów, slaj­dów i negatywów – zapisów akcji artystycz­nych. W prze­prowadzonym przeze mnie w 2004 roku obszer­nym wywiadzie pt. „Bunt neo­awan­gar­dowej artystki” Zofia mówi o ambiwalent­nym stosunku do tego archiwum i własnej roli w duecie. Po raz pierw­szy dokonuje tam na więk­szą skalę roz­liczeń z byłym part­nerem. Analizuje swoje emocje, to, jak czuła się stłumiona w tej sym­biotycz­nej relacji, a szerzej – w zmaskulinizowanych środowisku awan­gardy, gdzie nie­wiele miej­sca pozostawało dla kobiet artystek. Jej wypowiedzi zaskoczyły mnie dużą siłą emocjonalną. Kiedy parę lat póź­niej arty­ści zaczęli się spo­tykać i współ­pracować, nie zdziwiło mnie już, że te silne uczucia i tar­cia odżyły. Jed­nak Zofia była o wiele sil­niej­sza. Spo­tkań artystów było coraz więcej. Obser­wowanie ich zaczęło budować nasz film, co ułatwiał fakt, że pomimo roz­stania nasi bohaterowie nadal miesz­kają na tej samej posesji, choć w oddziel­nych budyn­kach. Wcześniej ich życie toczyło się niejako w dwóch oddziel­nych światach. Każde z nich było zajęte tworzeniem własnej sztuki, rzadko i indywidual­nie prezen­towali prace z czasów duetu.

Anna Zakrzew­ska: Dziś duet KwieKulik uważany jest za jedno z naj­waż­niej­szych zjawisk pol­skiej sztuki awan­gar­dowej w czasach PRL-​u. Chciałyśmy jed­nak pokazać ich sztukę w taki spo­sób, by dostrzec w niej nie tylko dys­kurs artystyczny, ale rów­nież obrazy ich prywat­nej, damsko-​męskiej relacji oraz skom­plikowanych relacji z rzeczywisto­ścią PRL-​u. Obser­wacja bohaterów prowadzona przez nas współ­cześnie wzmac­nia ten element. Siła naszego filmu rodzi się więc na styku sztuki i życia. W przy­padku KwieKulik nie da się po prostu oddzielić tych dwóch sfer. Kwestie twór­cze były siłą napędową ich związku, powodem kon­flik­tów i suk­cesów. Pokazujemy ich jako parę artystów, która wciąż balan­suje między sym­biozą a rywalizacją i zarazem tworzymy por­tret rodziny. Dzięki wykorzystaniu archiwum bohaterów oglądamy ich życie na prze­strzeni czter­dziestu lat.


Film „KwieKulik” bar­dziej niż na twór­czo­ści Zofii Kulik i Prze­mysława Kwieka skupia się więc na nich samych – możemy obser­wować, jak się kłócą, jak roz­pamiętują prze­szłość…

J. T.: W naszym fil­mie dochodzi do delikat­nego zatar­cia granic między dokumen­tem obser­wacyj­nym a kreacją artystyczną. Roz­mowy artystów, a wła­ściwie nie­ustające sprzeczki, nie dotyczą prze­cież jakichś trywial­nych codzien­nych spraw, a na przy­kład pojęć stosowanych w sztuce lat 70-​tych czy spo­sobów prezen­tacji ich sztuki. Zresztą para ta stworzyła własny idiosyn­kratyczny słow­nik pojęć, określający ich awan­gar­dową sztukę. Nasz film jed­nak nie odpowie na pytanie, czy w sztuce duetu KwieKulik „był czy nie było obiektu” (jedna z pierw­szych roz­mów Zofii i Prze­mka). Bar­dziej dociekliwy wobec sztuki widz będzie musiał sam to zin­ter­pretować. Natomiast osobę szukającą w naszym dokumen­cie „ludz­kiej historii”, przy­kuje siła emocjonal­nej wymiany między bohaterami, a także specyficzny, czasem gorzki, humor tych zaob­ser­wowanych scen.


Jak na film zareagowali jego główni bohaterowie?

A. Z.: Zofia Kulik i Prze­mysław Kwiek są bar­dzo świadomymi artystami. Pracują z kamerą od lat 70-​tych i doskonale znają medium fil­mowe, moż­liwo­ści i pułapki wizual­no­ści. Zofia oglądała zarówno materiały wyj­ściowe, jak i kolejne wer­sje mon­tażowe. Kiedy miałyśmy wąt­pliwo­ści, czy w fil­mie pokazywać na przy­kład pewne sceny spo­rów między nią a Prze­mkiem, ona sama mówiła: „prze­cież to jest prawda”. Nie bała się odsłonić. Zawsze byli radykal­nymi artystami i ta ich odwaga prze­niosła się na ekran dokumentu. Zanim Zofia obej­rzała pierw­szy wybór scen, wokół których budowana była kon­struk­cja filmu, miała wiele wąt­pliwo­ści, co z tego wszyst­kiego wyj­dzie. Zgadzała się, że to nie jest moment na film o niej, ale jed­nocześnie nie bar­dzo wierzyła, że z samego obser­wowania, w dodatku często prze­rywanego, da się ulepić dobry film. Potem roz­mawiałyśmy dużo o ryt­mie, długo­ści, wybrzmieniach i zderzeniach poszczegól­nych scen ze sobą, a mniej o granicach prywat­no­ści. Zofia i Prze­mek roz­liczają się z własnego życia, z ideałów młodo­ści, z tego, co z nich pozostało. Takie roz­mowy prowadzą między innymi pod­czas wizyty syna, którego w dzieciń­stwie wykorzystywali do działań artystycz­nych, na przy­kład fotografując go prze­branego w ubranko ZMS-​owskie czy w muszli klozetowej. Można oczywi­ście mieć wąt­pliwo­ści, czy bohaterowie nie manipulują nami, reżyser­kami. Finałowa scena stawia pod znakiem zapytania granice między dokumen­tem, prawdą i artystyczną kreacją. Widz sam musi ocenić, czy nie stał się obiek­tem kolej­nego „Działania Dokamerowego” duetu KwieKulik. Prze­mek i Zofia niczego w tym fil­mie nie ocen­zurowali i — co naj­waż­niej­sze — zaak­cep­towali finalną wer­sję filmu, choć oczywi­ście każde z nich uważało, że to nie jego racja — postawa wygrywa w oczach widzów.


Czy teraz planują panie film dotyczący życia i twór­czo­ści któregoś z pol­skich artystów lub artystek?

A. Z.:
Widzę swoją misję jako „tłumacza” pomiędzy światem sztuki, często postrzeganym jako her­metyczny i nie­zrozumiały, a „zwykłym odbiorcą”. W Pol­sce nadal zbyt rzadko arty­ści są obiek­tem zain­teresowania dokumen­talistów. Zależało nam na tym, żeby „KwieKulik” prze­kraczał ciasną kategorię „filmu o sztuce”. W biografiach artystów widać fascynujące refleksy historii Pol­ski, na przy­kład obrazy często pomijanej w pod­ręcz­nikach strony wizual­nej PRL-​u, która nie zawsze i nie wszędzie była tak szara, jak się wydaje. Dokument nie może kon­cen­trować się tylko na mitycz­nym, tak zwanym „zwykłym człowieku” — tutaj artysta, ktoś specjalny, staje się „zwykły”. Dzięki temu, że obser­wujemy, jesteśmy blisko bohaterów, a nie wypowiadają się o nich krytycy, tak zwane „gadające głowy”, wnikamy w ich codzienne życie. Z jed­nej strony sztuka nie oddziela nas od człowieka, z drugiej – jest jej tu bar­dzo dużo, ponie­waż jest jakby druga w kolej­no­ści, poznajemy ją przez bohaterów, nie odwrot­nie. Kolej­nym fil­mem, który powstanie, będzie por­tret fotografa Eustachego Kos­sakow­skiego, nad którym pracuję z Maxem Cegiel­skim. Wkrótce zaczynamy zdjęcia.

J.T.: Mnie z kolei pociąga świat fabuły i eks­perymentu w duchu Nowej Fali. W tej chwili pracuję nad eks­perymen­tal­nym serialem, który nazwałam art crime. Serial w nowator­ski spo­sób opowiada o naj­wybit­niej­szych pol­skich twór­cach poprzez połączenie dokumentu i historii kryminal­nych. Zaprosiłam do współ­pracy scenarzystę i dramaturga Jarosława Kamiń­skiego. Koń­czymy właśnie prace nad kon­cep­cją cyklu i scenariuszem odcinka — pilota i zaczynamy szukać producenta.


Z Joanną Turowicz i Anną Zakrzew­ską roz­mawiał Bolesław Racięski.


(17.05.2011)
 
o polskim dokumencie
Krakowska Fundacja Filmowa
Polski Instytut Sztuki Filmowej
Copyright © 2009–2011 Polish Docswszystko, co chcielibyście wiedzieć