KILKA OPOWIEŚCI O FILMOWCU – WYWIAD Z BOGDANEM DZIWORSKIM

Bogdan Dziworski jest wędrownym ptakiem – tak napisał niegdyś Tadeusz Konwicki. Wywiad, na który zapraszamy, to pokłosie pewnej podróży śladami „wędrownego ptaka”. Z Bogdanem Dziworskim udało się Danielowi Stopie porozmawiać trochę w Szczecinie, trochę w Katowicach, coś podsłuchał, o coś udało mu się zapytać, gdy profesor miał przerwę w zajęciach…

„Dziworski rzeczywiście za zgodą władz [łódzkiej szkoły filmowej – przyp. red.] wziął kamerę i przez sześć miesięcy z nią się nie rozstawał. Spał, jadł, pracował, chodził na randki z lupą w oku. W ciągu dwóch kwartałów uczył się świata i naszego życia przez ciasny prostokąt kadru filmowego…” – tak o panu napisał Tadeusz Konwicki w „1/250 sek.”…

Bogdan Dziworski: Konwicki zna mnie lepiej niż ja. Zawsze powtarzam: żeby był temat, to trzeba chodzić i szukać. Jak się ma aparat, to się chodzi z aparatem. Jak się ma kamerę, to się chodzi z kamerą. 3, 4 godziny dziennie, na pewno nie mniej. Potem patrzę czy coś z tego jest. Czasem chodzę miesiąc, drugi i nic. Ale chodzić trzeba, choć nie jest to popularne.

 Przed robieniem dokumentów chodził pan z aparatem. To najlepsza szkoła dla dokumentalisty?

Zaczynałem od fotografii i ostatnio do niej wróciłem. Współpracuję z Leiką: są wystawy, będą następne, będzie też album. Jak wyjdzie książka, zachęcam do obejrzenia. Nie do kupna, bo nie wiem jaka będzie cena, ale zawsze można się złożyć. Fotografia to dobra szkoła do dokumentu, a dokument przygotowuje do fabuły. Robiłem zdjęcia, potem pracowałem jako operator dokumentalny i fabularny, sam też reżyserowałem. Umiejętność kadrowania wyłącznie pomaga reżyserowi.

Cały wywiad z Bogdanem Dziworskim przeczytasz tutaj.