54. KFF – RECENZJE FILMÓW KONKURSOWYCH
Prezentujemy recenzje dwóch filmów dokumentalnych, które na 54. Krakowskim Festiwalu Filmowym powalczą o laury w konkursie polskim: „Werka” Pawła Łozińskiego i „6 kroków” Bartosza Dombrowskiego.
„Werka”, reż. Paweł Łoziński
Codzienność głównej bohaterki to same obowiązki: praca w fabryce zapałek, utrzymanie domu, opieka nad upośledzoną dziewczynką – tytułową Werką. Jest jej ciężko, ale robi swoje, nie narzeka, nie dopominania się o więcej. Za każdy dzień dziękuje Bogu, akceptuje rzeczywistość, funkcjonuje dzięki uporowi i skromności, typowej dla cichych bohaterów, zwykle przez nikogo nie dostrzeganych.
Na szczęście takich ludzi dostrzega w tłumie Łoziński. Dla niego ich świat jest ciekawy, piękny i szczery. W „Werce” – tak jak bohaterka filmu – po prostu idzie za rzeczywistością, akceptuje ją taką, jaka jest. Oczywiście, nie jest to proste, bo wymaga wrażliwości, empatii, cierpliwości i dania czegoś od siebie. Ale nagroda jest wyjątkowa – zaproszenie do ludzkiego życia. Tego nie ma w sztampowych reportażach, którymi rządzi sensacja, gonitwa za tematem.
Film Łozińskiego mówi o czymś niezwykle ważnym: człowiek spełnia się w relacjach z innymi ludźmi. Kontakt z upośledzoną Werką wydobywa na wierzch najwartościowsze cechy jej opiekunki. Dzięki niemu – mówiąc najprościej – bohaterka staje się lepszym człowiekiem, jest silniejsza, wytrwalsza. I wzajemnie, dzięki uwadze i czułości kobiety, dziewczynka również może spojrzeć na świat inaczej, pełniej (piękna scena, gdy dziewczynka – niewidoma i niesłysząca – dotyka szorstkiej kory drzewa). Korzysta również sam Łoziński i korzystamy też my, widzowie, ponieważ wszyscy możemy towarzyszyć tej niezwykłej relacji, przeżywać ją, wzruszać się, zmieniać.
Daniel Stopa
„6 kroków”, reż. Bartosz Dombrowski
Bartosz Dombrowski, reżyser urodzony w Grecji, dorastający w Niemczech i wykształcony w szkole filmowej w Polsce, traktuje ową teorię jako punkt wyjścia do opowiedzenia o ośmiu osobach. Ekipa deklaruje na początku, że chodzi im o udowodnienie teorii sześciu kroków (ang. degrees), jednak nie o cyfry tutaj chodzi. Filmowi towarzyszy jednak szczypta niepewności – czy uda się dotrzeć od przypadkowej dziewczyny z Warszawy, poprzez „znajomych znajomego”, aż do meksykańskiego farmera, którego współrzędne geograficzne zostały wylosowane? Każda z osób wskazuje bowiem następną, którą zna, a której kontakty mogą doprowadzić ekipę do ostatniego ogniwa. Mamy więc rzeczywiście do czynienia z eksperymentem i aż do końca filmu nie wiadomo, czy się powiedzie. Z drugiej strony film ukazuje historię każdej kolejnej osoby w sposób tak przejmujący, również wizualnie, że cel podróży ustępuje pojedynczym częściom. W każdej z nich poznajemy kogoś innego, jego życie, problemy, przemyślenia, priorytety. To, co najbardziej zadziwia, to dystans autorów filmu do prywatnego życia bohaterów, który udało się ekipie skrócić w tak zadziwiająco niewielkim odstępie czasu (cała podróż trwała kilka miesięcy). Pojedyncze „ogniwa” łańcucha, po którym twórcy dążą do farmy w Meksyku, dostarczają historii prawdziwej, intymnej. Sylvia Kalicinski, amerykanka polskiego pochodzenia, opowiadająca o trudnym dzieciństwie, Martyna Załoga, piosenkarka rockowa, której życie coraz bardziej się destabilizuje, Guillermo Sesma, pracujący przy kampanii prezydenckiej w Meksyku i porównujący charakter swojej pracy z tym, co rzeczywiście stanowi wartość w jego życiu.
Twórcy nie wyzyskują historii swoich bohaterów, nie szukają punktów zapalnych, sensacji. Oddają tym opowieściom honor poprzez obraz, który mistrzowsko dopasowują do każdej z nich. Zdjęcia współtworzą film na równi z relacją osób, na których skupia się obiektyw kamery. Martynie Załodze, jej rozterkom, koncertom, imprezom, kłótniom, towarzyszy montaż rwany, teledyskowy. Scenom z meksykańskimi księżmi wtórują ujęcia długie, kontemplacyjne.
Mimo to widać jakiś wspólny mianownik u wszystkich bohaterów. Ich losy układają się w to, co dla filmu, szczególnie dokumentalnego, najcenniejsze – w pewną prawdę o życiu, której absolutnie nie da się wypowiedzieć, ale można ją pokazać. Oglądamy ludzi z różnych części świata i nie opuszcza nas uczucie, że łączy ich wszystko oprócz miejsca zamieszkania. Bartosz Dombrowski zadaje być może pytanie o esencję, wspólny pierwiastek obecny we wszystkich ludziach. „Ludzie posiadają coś, co Kościół nazywa duszą. Są to fale, które czujemy my wszyscy. Spotykasz jakąś kobietę, nigdy wcześniej jej nie widziałeś, ale z jakiegoś powodu jej nie lubisz. To takie uczucie w brzuchu. Czasem widzisz gościa lub dziewczynę i lubisz ich tak po prostu. Albo są dziewczyny, które doskonale się rozumieją i zostają przyjaciółkami na całe życie. Pełne zrozumienie. Wszyscy składamy się z dwóch części – fizycznej i metafizycznej. Wszystko na świecie jest dualne. Jest dzień i noc, mężczyzna i kobieta, dobro i zło, czarne i białe.” – wykłada swojej rodzinie jeden z bohaterów.
„6 kroków” (pod takim tytułem film miał premierę na 54. edycji KFF) to film dopracowany pod każdym względem i w pełni „ukończony”. Produkcji podjął się europejski oddział HBO oraz firmy Otter Film i East Pictures. Na stronie ostatniego z nich można przeczytać, że w „6 Degrees” chodzi też o to „czy w dobie Internetu i haseł, iż świat jest globalną wioską ludzie stają się sobie bliżsi? Czy może jesteśmy tak zaabsorbowani swoimi sprawami, pracą, problemami, że nie dostrzegamy ludzi wokół siebie? Czy dbamy o zawierane znajomości? Czy będąc ciągle w biegu mamy chwilę, aby zastanowić się co się dzieje z ludźmi, którzy kiedyś byli dla nas bliscy?”
Bartosz Dombrowski zamierza w najbliższym czasie zabrać się do pracy nad swoim debiutem fabularnym. „6 kroków” można traktować jako gwarancję, że mu się to powiedzie. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że w dokumencie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Michał Kucharczyk